Subiektywnie i po bandzie. Nierzetelnie i bez zahamowań.
Blog > Komentarze do wpisu

Czeska inwazja na Polskę - Už Jsme Doma

Karel Gott, Helena Vondráčková oraz Jožin z bažin. Nikła i niewielka szansa na to, żeby mitologiczny i niewystępujący w przyrodzie „przeciętny Polak” orientował się bardziej w meandrach czeskiej sceny muzycznej. Ta ignorancja - będąca dla wielu osób prawdziwym błogosławieństwem pozwalającym na snucie dziwacznych i w żaden sposób nieuzasadnionych teorii odnośnie nieudolności dźwiękowej naszych południowych sąsiadów - sprawia, że wiele ciekawych wydarzeń z ojczyzny Krecika, prezentowanych na ziemiach polskich, jest traktowanych z przymrużeniem oka i pewną dozą pobłażliwości. A jest to całkowicie nieuzasadnione ze względu na poziom oraz różnorodność tamtejszego rynku muzycznego, który z powodzeniem podbija (o ile pozwolimy sobie na pewną dozę personifikacji tego rynku) zagranicę bliższą jak i dalszą.

I właśnie w niedzielny wieczór zawitał jeden z przedstawicieli czeskiej awangardy rockowej, którego klasyfikacja stylowo – gatunkowa jest niemożliwa do zwerbalizowania. „Už Jsme Doma” – bo tak nazywają się ci nieszablonowi artyści – w swojej muzyce miksują ogień z wodą oraz ziemię z powietrzem. Z połączenia tych żywiołów rodzi się mieszanka, która sprawia piorunująco – wybuchowe wrażenie na każdym, kto znajdzie się w obrębie strefy wyznaczanej przez siłę głośników.

Ich CV budzi respekt; ilość zrealizowanych projektów duża, lista współpracowników obejmuje między innymi „The Residents”, „Sleepytime Gorilla Museum” czy byłego wokalistę „Dead Kennedys” - Jello Biafrę, a mnogość zagranych koncertów w samych Stanach Zjednoczonych przekracza marzenia naszych rodzimych gwiazd śniących o podboju, niedostępnego podobno dla Słowian, Zachodu. Jeśli dodać do tego wyjątkowe „licentia poetica”, nawiązujące do kafkowskiego klimatu groteski z dodatkową porcją absurdu, sprzedawane za pomocą nietypowych wokaliz oraz zabaw głosowych, to otrzymamy namiastkę tego muzycznego zjawiska, jakim jest „Už Jsme Doma”.

Ten mini tour po Polsce to naprawdę jedno z ciekawszych wydarzeń jesiennej alternatywy muzycznej. I co prawda planowany na punkt 20:00 start nieco się opóźnił, ale przyzwyczajona do obsuw wrocławska publiczność nie zbyt mocno kręciła nosami na ten drobny nietakt. Szczególnie że wnętrze klubu jazzowego Rura okazało się być wyjątkowo przyjazne, a cały proces instalowania się muzyków na scenie oraz ludzi pod sceną przebiegł wyjątkowo sprawnie. Wreszcie nastąpił moment, na który wszyscy czekali - zostaliśmy zaatakowani feerią dźwięków, która zalawszy dolne pokłady klubu utopiła nas na dłuższy czas w czeskim morzu kakofonii o niedookreślonej konstrukcji.

Punkowo – jazzowo – rockowe łamańce o intrygującej strukturze, pomysłowych wstępach i niespodziewanych przejściach nie mogły się nie podobać. Zdecydowana większość osób siedziała - pląsaniem zajęte było tylko kilka postaci pod samą sceną - ale gorące i długie oklaski po każdym utworze nie miały w sobie ani grama plastikowo – udawanej wdzięczności. Szczere i w żaden sposób niewymuszone zachwyty nie pozostawiały wątpliwości co do uznania, jakiego w te kilkadziesiąt minut dorobiło się „UJD”.

Przemykający przez kolejne pieśni Czesi nie odpuszczali ani na chwilę, serwując nam coraz to nowe niebanalności ze swego bogatego repertuaru; momentami kierowali się w stronę iście fantomasowych rejonów, by po chwili powrócić do melodyjnych zaśpiewów na słowiańską nutę, okraszonych cyrkowym wtrętem, prześlizgującym się przy okazji przez punkową estetykę, która szalonym rytmem i zrywami zamykała konstrukty muzyczne mieszając i doskonale się komponując z nieco bardziej stonowanymi fragmentami scenicznego show.

Wrażenie bardzo udanego występu potwierdziły bisy, na które zespół, zachęcony gorącymi oraz długimi oklaskami, wychodził kilkukrotnie. Aż do całkowitego wyczerpania i rozładowania baterii - widać było, jak wiele energii włożyli w ten koncert. Żadnego pół gwizdka i cały czas na pełnych obrotach . „UJD” to antonim indolencji twórczej oraz przykład na to, że grając bez ulegania chwilowym modom oraz śpiewając w ojczystym języku można osiągnąć sukces gdzieś indziej niż tylko w lokalnym grajdołku.

Czechom możemy tylko zazdrościć.

Už Jsme Doma - 28.10.2008 - Wrocław - Jazz Klub Rura

poniedziałek, 13 października 2008, meehau

Komentarze
2008/10/13 14:32:29
A ja myślałem, że to będzie o meczu piłkarskim Polska-Czechy :)
-
Gość: hehhe, aem34.internetdsl.tpnet.pl
2008/10/13 15:48:59
hehehe, czesi nienawidzą Polaków, kazdy prawie uważa, że P{olacy to złodzieje, natomiat Polacy kochqją Czechów:) Śmieszne:)
-
Gość: jamjamski, w3cache.tsi.tychy.pl
2008/10/14 10:32:56
Z Gość: hehhe nie zgodzę się w pełni. Rozmawiałem po koncercie krakowskim UZJ z M. Wankiem właśnie na temat interwencji polsko-sowiecko-wielonarodowych oddziałów w Czechosłowacji. Stwierdził, że to historia i że jest już dawno za nami. Poza tym powiedział, że Czesi wiedzą, że to nie byli Polacy, tylko Żołnierze tzw. "imperium zła". Spointował wszystko wyznaniem, że jest kosmopolitą i nie rozróżnia interesów narodowych.